Co wiedziałem od dawna, a co potwierdza moja ostatnia lektura, strach ma wielkie oczy. Pragniemy w życiu zmian jednocześnie się ich bojąc. Wiele osób mówi, że chciałoby rzucić wszystko i wyruszyć w podróż dookoła świata. Dlaczego chcą podróżować? Bo to ekscytujące i pozwala poznawać wiele nowych miejsc, sytuacji i ludzi, odpowiadają zgodnie. Dlaczego tak niewiele osób decyduje się na to? Bo wywołuje to w nich strach. Ci sami nowo poznani ludzie, miejsca i sytuacje, które powodują w nich poczucie ekscytacji i tęsknoty, wywołują w ludziach wielkie poczucie strachu.
Nic dziwnego, skoro przez lata nam się wmawia, że celem naszego życia jest ukończenie podstawówki, liceum, studiów a potem praca na etacie. Po co nam praca na etacie? Żeby uzbierać na emeryturę. Prosty i jasny plan, wydawałoby się. Jest to tak doskonały plan, że nikt nie poddaje go pod wątpliwość... dopóki nie jest już za późno. A co gdyby postarać się żyć tu i teraz? "4 godzinny tydzień pracy" ma wiele odpowiedzi na takie pytania.
Tak naprawdę to wszystko jest w naszym zasięgu, to tylko kwestia przestawienia myślenia. Nie trzeba być milionerem żeby podróżować po świecie, zazwyczaj jest to dużo tańsze niż nam się wydaje. Wystarczy usiąść i policzyć, ja tak zrobiłem i teraz już wiem, że nie muszę być milionerem żeby spełniać swoje marzenia. Nie za 10 czy 20 lat, ale tu i teraz. I wbrew pozorom te wszystkie przemyślenia nie przyszły do mnie po przeczytaniu jednego z wielu nawiedzonych poradników lifestyle, ale po skończeniu lektury książki biznesowej.
Usiadłem wczoraj przy kawie i zacząłem się zastanawiać, jak to jest z tym moim strachem (od czytania mądrych książek człowiek nie staje się globetrotter'em, boję się zmian tak samo jak każdy). Stwierdziłem, że ludzie boją się często podejmowania radykalnych decyzji z obawy, że stracą to co już mają a potem ciężko im to będzie odzyskać. A więc usiadłem z kartką papieru i zrobiłem podsumowanie:
nieruchomości: BRAK
ruchomości: znikome
oszczędności: BRAK
kariera: BRAK
kredyt na mieszkanie: BRAK
dzieci: BRAK
alternatywne mieszkanie: TAK
możliwość podjęcia w dowolnie wybranym momencie
awaryjnego zajęcia zarobkowego: TAK
podsumowanie: Nie mam żadnych zobowiązań, nic co musiałbym zostawiać za sobą, nic czego mógłbym żałować. Jeśli coś nie pójdzie to zawsze mogę wrócić do domu rodzinnego i tam zamieszkać, po czym zacząć od momentu, w którym skończyłem.
A więc skąd ten strach? No właśnie. Większość ludzi pracuje całe życie po to żeby jeździć raz na rok na dwutygodniowe wakacje a na emeryturę osiąść i liczyć ile im brakuje na lekarstwa, ile na rachunki a ile na czynsz. Tak przynajmniej wygląda to w realiach polskich. Ja jednak spróbuję żyć tu i teraz. Jeśli by wziąć kartkę papieru i zrobić podsumowanie to niechybnie okazałoby się, że większym ryzykiem całościowo patrząc jest czekania na swoją emeryturę w Polsce, niż podróżowanie po całym świecie i poznawanie czym naprawdę jest życie. Chcę pracować i zarabiać, ale na moich warunkach.
Krok pierwszy już chyba zrobiłem. Właśnie zaoferowano mi pracę w bodajże największej sieci biur nieruchomości w Polsce, zaczynam w poniedziałek. Na rozmowie kwalifikacyjnej z lokalnym dyrektorem poszło mi tak sobie, nie do końca byłem z siebie zadowolony. Dyrektorowi regionalnemu, z którym miałem drugą rozmowę nie dałem już żadnych szans... Co to dla mnie oznacza? Pracę, w której 100% Twojej wypłaty wynika w 100% z Twojego zaangażowania oraz luźne godziny. Niezły początek :-)
No comments:
Post a Comment