Monday, 3 September 2012

Dzwonię do Pani / Pana w bardzo (nie)typowej sprawie...

Mam za sobą jakieś dwa tygodnie pracy w nieruchomościach. Wnioski? Wszystko zawsze wygląda lepiej w teorii. 

Moje wyobrażenie o pracy agenta nieruchomości uległo w ciągu tego krótkiego czasu szybkiej i konsekwentnej degradacji. Okazało się, że historie o prestiżu i wysokiej pozycji społecznej osób pracujących w tym fachu to nic innego jak efekt oglądania swojego czasu zbyt dużej ilości zagranicznych programów na kablówce, pokazujących pracę w agencjach nieruchomości. Odpowiedź na pytanie 'jak to się ma do polskich realiów' jest dość oczywista. Nijak. 

Co oferują polskie agencje nieruchomości? Długie godziny pracy, łącznie z sobotami i niedzielami, zarobki oparte w 100% na prowizji i możliwość zarabiania trochę więcej niż średnia krajowa. Jednak na co dzień to nic innego jak zacięta walka o klienta z około dwustoma innymi agencjami nieruchomości z terenu Dolnego Śląska. Jeśli masz szczęście to jesteś 5-6 osobą dzwoniącą w ciągu kilku ostatnich godzin i mówiącą, że Ty na 200% masz klienta na to mieszkanie, a jedyne co stoi na przeszkodzie między sprzedającym a umową przedwstępną to konieczność podpisania z Twoją agencją umowy o współpracy. No i rzecz jasna ta drażliwa kwestia prowizji, którą akurat firma dla której pracuje ma największą na rynku. Jeśli natomiast nie masz tyle szczęścia to jesteś 16-17 osobą, która dzwoni do klienta danego dnia - sami sobie dopowiedzcie jak wygląda taka rozmowa. 

Wydaje mi się, że agencje nieruchomości, ale i ich klienci, muszą wiele zrozumieć i się nauczyć żeby dojść do standardów panujących na zachodzie. Tam nie agent lata za klientem, a klient za agentem. Nikt tam nie przeprowadza transakcji prywatnie myśląc, że jakoś to będzie. Nie twierdzę jednak, że praca w nieruchomościach jest zupełnie do bani. W zespole mamy kilka osób, które się w tym temacie odnalazły. Mają swój rytm pracy, swoich klientów no i średnio te 4-5 tyś. zł mają. Jednak zdecydowanie nie jest to praca dla każdego, o czym najlepiej świadczy rotacja wśród pracowników. W ciągu dwóch tygodni z ok. 15 osobowej grupy odeszło trzech pracowników, w tym jeden świeży, reszta pracowała tam po kilka miesięcy. Dwie kolejne osoby z ostatniego naboru odpadną prawdopodobnie w ciągu kolejnych dwóch tygodni co by oznaczało, że nie zostanie już nikt z ostatniej rekrutacji. Kto się zgłasza do pracy w agencjach nieruchomości? Powiedziałbym, że wszyscy, którzy nie mają lepszych opcji, coś w stylu a spróbuję, co mi szkodzi? Jednak brak jakiejkolwiek podstawowej wypłaty, długie godziny pracy i codzienny kontakt z klientami, którzy zazwyczaj do współpracy nie są chętnie nastawieni, zbiera swoje żniwa. 

W chwili obecnej pracę w polskiej agencji nieruchomości mogę określić nie inaczej jak akwizycję. Fakt, że najwyższego stopnia trudności, ale akwizycję. Czekam na czasy, kiedy percepcja ludzi się zmieni i zamiast za intruza i darmozjada, ludzie zaczną agentów nieruchomości brać za sprzymierzeńców i osoby, które chcą im faktycznie pomóc.

No comments:

Post a Comment