I tak oto z dniem wczorajszym stałem się kolejnym bezrobotnym, zasilającym niezliczone zastępy nierobów bez etatu. Nie to żeby mnie ktoś z pracy wyrzucił, o nie. Ja tak sam z siebie odszedłem, widać za dobrze mi było z wypłatą co miesiąc. Czy żałuję? Oj tak. Że nie zrobiłem tego wcześniej.
Kiedy dostałem tą pracę to wydawało mi się, że złapałem Pana Boga za nogi. Umowa o pracę po całych trzech tygodniach okresu próbnego, duża podwyżka i niezła premia co miesiąc. No i duża możliwość rozwoju, realizowania nowych koncepcji, projektów, coś w sam raz dla mnie. Miesiąc czy dwa wszystko szło nieźle, potem jednak okazało się, że piękne plany i wizje przytłoczyła zwykła Polska rzeczywistość. Premie szybko się skończyły, kolejne raporty naprawy sytuacji w firmie pozostawały bez odpowiedzi. Podobnie jak moje nowe koncepcje rozwoju, postawienia firmy na nogi, w której ani jeden dział na siebie nie zarabiał.
Z czasem mój entuzjazm słabł, jedynie co jakiś czas podbudowywany kolejną rozmową bez pokrycia z Szefem. I tak oto z obiecującego stanowiska pracy stoczyłem się w otchłań tygodni bez ani jednego wyznaczonego zadania, bez żadnej spójnej koncepcji rozwoju, bez odpowiedzi na moje maile i raporty. Później było już tylko gorzej, rosnące sterty niezapłaconych faktur, problemy w innych działach firmy, brak kontaktu z Szefem no i spóźniające się wypłaty.
Po raz kolejny w życiu okazuje się, że pieniądze szczęścia nie dają. Zauważyłem, że coraz częściej zaczynają się dla mnie liczyć w pracy takie rzeczy jak na przykład to, z kim pracuje i czy mogę się czegoś od tych osób nauczyć. Czy mogę się realnie rozwijać i wprowadzać swoje pomysły w życie. Czy moje wysiłki są chociażby dostrzegane i w jakimś stopniu doceniane. To wszystko składa się na ogólne zadowolenie, kiedy pracuje się na etacie i dopiero z odpowiednią pensją tworzy jedną całość. \
Wizja na przyszłość? Niepewna. Gdybym był w UK to bym się nie przejmował, tam zawsze by się znalazło coś ciekawego. No i tam oceniali Cię przez pryzmat Twoich umiejętności a nie dyplomów i tytułów naukowych. W Polsce jednak zawsze pierwsze pytanie będzie o wykształcenie i to mnie martwi. Zauważyłem również, że zazwyczaj szuka się tutaj ludzi do jednego konkretnego zadania, ja zaś jestem typem, który doskonale radzi sobie z wieloma różnymi zadaniami, który nie czuje się komfortowo w bardzo zamkniętej i określonej roli. Nie wiem co z tego wyjdzie, czas pokaże. Ale przebywanie na Polskim rynku pracy jakoś nie nastraja mnie pozytywnie.
A może to czas na swój biznes....?




