Saturday, 30 March 2013

"Każdy umie pracować, ale nie każdy umie zarabiać"

Kiedy zobaczyłem, że ostatni post tutaj napisałem listopadzie zeszłego roku, przestraszyłem się. Wiedziałem, że dawno mnie tu nie było, ale że to aż tyle czasu minęło...?

Co się zmieniło w tzw. międzyczasie? Absolutnie wszystko. Mniej więcej w czasie, kiedy powstał poprzedni post aplikowałem o pracę na stanowisko Doradcy ds. Klienta w firmie zajmującej się sprzedażą gadżetów. Trick polegał na tym, że kandydaci, którzy się sprawdzą w krótkim czasie mieli być awansowani na pozycję Regionalnego Kierownika Sprzedaży. Z czasem okazało się, że takie rozwiązanie było autoskim projektem kierownictwa; chcieli sprawdzić czy ze 'zwykłego sprzedawcy' można wyszkolić osobę, która będzie zajmowała stanowisko menadżerskie, czy jak kto woli, kierownicze.

A więc odpowiedź brzmi - można. Dzisiaj o godzinie 15, kończy się mój pierwszy miesiąc królowania na pozycji Regionalnego Kierownika Sprzedaży. Wraz z zamknięciem na czas Świąt Wielkanocnych ostatniego punktu przyjdzie pora na ostateczne podliczenie wyników finansowych, ocenę planów sprzedażowych założonych na początku miesiąca, analizę i przygotowanie targetów na kolejny...

To wszystko brzmi może czarująco i prosto, ale droga żeby dojść do tego miejsca wcale prosta nie była. Najpierw dostałem umowę zlecenie na trzy dni żeby mogli zobaczyć, czy w ogóle nadaję się na pozycję sprzedawcy na punkcie. Brak doświadczenia w handlu nie działał na moją korzyść, a więc byłem testowany i sprawdzany na każdym kroku. Trzy dni udało mi się przertwać robiąc nie gorsze utargi niż druga osoba, z którą pracowałem na punkcie na zmianę. Potem zaczął się dwu miesięczny okres próbny, czy na dłuższą metę będę nadawał się na sprzedawcę. Przeżyłem grudzień, który był absolutnie chaotyczny, gdzie pracowało się czasami po 14-15 godzin dziennie i 5-6 dni pod rząd. W styczniu zacząłem okres próbny jako nieoficjany Kierownik Regionalny, opiekując się na początek dwoma punktami we Wrocławiu. Jako, że w tej firmie wszystko dzieje się bez zbędnej zwłoki czasu, na koniec stycznia zaproponowano mi przejęcie punktów podległych jeszcze do niedawna Kierownikowi, któremu ja sam podlegałem jako Doradca ds. Klienta. Było to coś w rodzaju 'propozycji nie do odrzucenia', a więc podjąłem się tego zadania.

Tym oto sposobem zostałem wyposażony w służbowę Skodzinę, laptopa, telefon i przypisano mi na stałe pięć punktów sprzedaży: dwa we Wrocławiu, po jednym w Katowicach, Gliwicach i Krakowie. Żeby nie było zbyt nudno to dodam, że ten w Gliwicach otwierałem sam, to niejako spuścizna po poprzedniku. On miał się zająć otwarciem, jednak nie było mu to dane. A dzisiaj jeden punkt po nim zamykam.

Ogólnie kurs na Kierownika Regionalnego mam mocno przyspieszony, bez formalnego treningu czy wskazówek. Większość rzeczy musiałem nauczyć się sam, ale bardzo dużo dała mi praca przez te parę miesięcy na stoisku. Tak naprawdę to nie wyobrażam sobie żeby pełnić funkcję menadżerską bez takiej znajomości specyfiki pracy jakby na to nie patrzeć, najważniejszego ogniwa w naszej firmie - sprzedawcy. To od tych ludzi zależy jakie produkty się sprzedają, a jakie nie, w dużej mierze to od nich zależą obroty stoiska. Firma operuje nie w sklepach ale na wyspach sklepowych, gdzie kontakt z klientem jest zupełnie inny, dużo bardziej bezpośredni. Sam pomysł wysp sklepowych jest moim zdaniem genialny. Dają klientom możliwość zapoznania się z ofertą firmy bez konieczności podejmowania decyzji 'wejść czy nie wejść do tego sklepu'. Często może i by coś w danym sklepie dla siebie znaleźli, ale nie wejdą bo np. nie lubią tej marki' albo 'nie wygląda wystarczająco zachęcająco'. Z wyspą nie ma tego problemu, klient natyka się na nią, mimowolnie rzuci okiem i jeśli coś go zainteresuje, zatrzyma się przy stoisku. Dlatego też tak ważna jest rola Doradcy. Wielu klientów identyfikuje firmę z wizerunkiem tych dwóch osób pracujących na stoisku, a więc to jak się prezentują i zachowują jest kluczowe.

Mogłoby się wydawać, że dojście do tej pozycji w firmie jest poniekąd osiągnięciem celu i w tym momencie nie pozostaje nic jak na tym miejscu się utrzymać. No nie do końca :-) Okazuje się, że najwyższa osoba w firmie, Szef Wszystkich Szefów, jest człowiekiem, który ma jeszcze więcej wizji ode mnie. Po kilku rozmowach ze mną doszedł do wniosku, że jestem odpowiednią osobą do pomocy przy rozwoju sieci sprzedaży poza granice naszego kraju. A więc zanim jeszcze dobrze nie zadomowiłem się na obecnej pozycji, już mam mase nowych zadań i celów, także ile popracuję na tej pozycji to też nie wiadomo. Jeśli ta europejska sieciówka zacznie się jakoś układać, to mój transfer wewnątrz struktur firmy jest nieunikniony. I to mi się w sumie podoba. Ja zawsze dobrze czułem się tworząc nowe wizje, kierunki rozwoju i koncepcje 'o których nie pomyślałby nikt inny'. Łatwe to na pewno nie będzie, ale czym byłaby praca bez wyzwań?

Chociaż na ich brak akura narzekać nie mogę. Moje punkty mają swoje targety, prowadzą rywalizację z punktami z północy kraju, ja też mam swoje cele do osiągnięcia a więc zdecydowanie musiałem się polubić z Excelem. Tak naprawdę to na moją obecną pracę składają się trzy elementy - ludzie, cyferki i wizje na przyszłość. Z tych trzech najtrudniejsze są kontakty z pracownikami. Poprzedni Kierownik, mimo że był rewelacyjny jako człowiek i ktoś to pogadania, zdecydowanie nie miał nastawienia 'zróbmy coś'. To było raczej 'ale wieeecieeee, w firmie się nieeee daaaa'. Szukanie wymówek i chowanie głowy w piasek, tak to widzę. Ja idealny na pewno nie jestem, u mnie kuleje zdecydowanie faza wykonawcza, ale przynajmniej zarzucam ludzi pomysłami i staram się wskrzesić w nich jakąś inicjatywę. Dlatego jak na razie ten pierwszy miesiąc to dla nich szok, nie są przyzwyczajeni do tego żeby ktoś im mówił jak mają poukładać towar na półkach czy robił szkolenia ze sprzedaży. A ja, na tyle na ile pozwala mi moja skromna wiedza w tym zakresie, staram się to robić.

Ta praca daje mi mnóstwo zatysfakcji i niezłe pieniądze, ale ja chcę więcej! Nie od pracodawcy, od siebie. Znów popadam w pułapkę marnowania czasu i znacznego spadku efektywności. Nie umiem na razie wskoczyć na fazę realizowania celów, zadaniowości. Układamy plan, piszemy co potrzebujemy do jego realizacji i podążamy punkt po punkcie. Ale koniec z tym, czas się zorganizować. Jadę więc do Katowic zamknąć wspomniany wcześniej punkt, wracam i biorę się do pracy. Takich możliwości jakie ja mam w tej firmie nie miałem nigdy i nie wiem czy kiedyś jeszcze bym miał. Szef, który pójdzie  na każdy rozsądnie brzmiący pomysł, zgrana ekipa na punktach, otwarte godziny pracy bez żadnej kontroli - taką szansę trzeba wykorzystać.