Monday, 11 June 2012

'Nie muszę nic, a co najwyżej mogę' czyli o zdrowym podejściu do biznesu.


Każdy z Was na pewnym etapie miał zapewne styczność z różnego rodzaju poradnikami biznesowymi. Od tych natchnionych i czegoś uczących, których niestety jest zdecydowana mniejszość, do tych nawiedzonych, pełnych pseudo-buddystycznych teorii panowania nad wszechświatem zza swojego biurka. Osobiście zawsze preferowałem te, które zajmowały się tłumaczeniem konkretnych procesów takich jak kwestie prawne i organizacyjne, podstawowe zasady działania przedsiębiorstw czy porady dotyczące budowania sieci sprzedaży albo projektowania materiałów marketingowych. Z nich przynajmniej mogłem wyciągnąć coś przydatnego, pomagały mi uporządkować podstawy mojej wiedzy o biznesie i przypominały o głównych założeniach nim kierujących, o czym często niestety się zapomina. Z daleka jednak omijałem wszystkie poradniki oparte na filozofii zen, które zamiast uczyć czegoś konkretnego to zajmowały się bardziej czymś na kształt psychoterapii. Robiły tylko sieczkę z mózgu a człowiek po przeczytaniu 50 stron i tak nie był ani trochę mądrzejszy, a co najwyżej, jeszcze bardziej skołowany.
Wszystkie one jednak miały jedną wspólną cechę - pełne były rzeczy, które koniecznie musisz robić żeby odnieść sukces. Niektóre z takich instrukcji były oparte na faktach i doświadczeniach autorów, inne na czystych wymysłach i domysłach. Po każdej z takich lektur mogłem spokojnie stworzyć listę takich właśnie zakazów, często liczącą wiele stron.
Ostatnio w moje ręce trafiła książka, która na pierszy rzut oka wyglądała jak jeden z tych nawiedzonych poradników. Po kilku stronach okazało się jednak, że to było bardzo mylne wrażenie. Po kilkudziesięciu okazało się, że nie jest to również jedna z merytorycznych i rzeczowych instrukcji. Jeśli miałbym podsumować filozofię w niej zawartą napisałbym - ' Nie muszę nic, a co najwyżej mogę'.
Okazało się, że:
  • nie musisz mieć biznesplanu, bo to i tak nic innego jak zgadywanie
  • nie musisz pracować po 12 godzin dziennie, bo i tak nie da Ci to więcej niż praca po 8 godzin
  • nie musisz maniakalnie śledzić każdego kroku Twojej konkurencji, to co robią i tak nie ma dla Ciebie znaczenia
  • liczą się jedynie Twoje czyny, nie plany czy dobre chęci
  • najważniejsze to zacząć działać, w momencie, w którym zaczynasz działać nie musisz mieć wszystkiego idealnie poukładanego w głowie
  • dopóki nie zaczniesz działać, Twój pomysł jest tylko pomysłem, niczym więcej
  • ograniczone zasoby ludzkie / budżet / czassą dla Ciebie dobre, wzmagają Twoją kreatywność i dążenie do prostych rozwiązań
  • najlepsze są najprostsze rozwiązania, ludzie kochają proste rozwiązania
  • im dłużej się czymś zajmujesz tym mniejsze szanse masz żeby to ukończyć, skup się na krótkich i szybkich w realizacji zadaniach
...mógłbym wymieniać tak jeszcze długo. Co jest tak niesamowitego w tych słowach? Zamiast budować w nas stres złożony z rzeczy, które musimy robić, z zasad, których musimy przestrzegać, te proste porady uwalniają nas z tego całego ciężaru. Zaczynasz przyjmować do wiadomości, że nie musisz być idealny, że Twój produkt przed wejściem na rynek nie musi być perfekcyjnie dopracowany, że nie musisz zintegrować zegarka z mikrofalówką i czajnikiem żeby odnieść sukces. Proste jest lepsze. Niedoskonałe jest okej. Możesz pokonać konkurentów robiąc mniej niż oni, nie więcej.
Najważniejsza jest wiara w to co się robi i pasja. Bez nich nie mamy co nawet zaczynać. A cała reszta to rzeczy, które mogą nam się przydać, ale nie muszą. Książka, którą czytałem to 'Rework', autorami są Jason Fried i David Heinemeier Hansson, twórcy 37signals.com.

p.s. Ostrzegam, że treści zawarte w tej książce mogą zdewastować Twój obecny światopogląd...

No comments:

Post a Comment