Napisanie tego posta przekładałem już kilkukrotnie, nigdy nie będąc pewnym czy wybrana tematyka i konwencja będą odpowiednimi. Na początku miało być parę słów o tym jak to małe i duże firmy świadczące usługi w PL mają swojego klienta w dupie. W ciągu kilku dni zebrało mi się kilka ciekawych przykładów i chciałem coś w tym temacie zmontować, jednak zadałem sobie pytanie - po jaką cholerę? Po jaką cholerę mam kolejny raz udowadniać sobie i innym, że wiele osób w tym pięknym kraju nie dorosło jeszcze do odpowiedzialności, jaką niesie ze sobą prowadzenie biznesu w czasach kapitalizmu? Jak jest wszyscy wiedzą, koniec ze smęceniem.
W ciągu kilku następnych dni koncepcja zmieniła się o 180 stopni - dlaczego by nie napisać czegoś pozytywnego. Jak na moje ogólne nastawienie do życia, myśl wręcz rewolucyjna. Ale z pomocą przyszło życie codzienne i kilka firm, które o klienta dbać się nauczyły. Pierwszą z firm, która dostaje moją oficjalną pochwałę jest Cyfrowy Polsat. Ich główną zasługą jest udostępnienie swojego mobilnego internetu LTE na tygodniową próbę i nie robienie problemów, kiedy po tym tygodniu chce się z ich usługi zrezygnować. Niby nic, a jednak. Ile to razy w takich sytuacjach okazywało się, że na stronie 35 regulaminu pisanego czcionką rozmiaru 6, którego rzecz jasna nigdy nawet nie otworzyliśmy, był zapis uniemożliwiający nam zrezygnowanie z takiej usługi mimo, że na przy podpisywaniu umowy zapewniano nas o takiej możliwości. Tutaj jednak wszystko poszło bezproblemowo, a więc ukłony w stronę Cyfrowego Polsatu.
Druga firmą, która zasługuje na wyróżnienie jest inny dostawca internetu, a mianowicie - Vectra. Okazało się, że instalacja internetu może odbyć się następnego dnia od podpisania umowy, może zająć 5 minut liczone od otworzenia drzwi monterowi do czasu ich zamknięcia za nim i przy okazji można załapać się na gratis. Gratisem w moim przypadku jest pozostawienie łącza tv mimo, że w podpisanej umowie nie było o nim mowy, a rzeczony monter miał owe łącze zdemontować. Nic takiego jednak nie miało miejsca, a więc umowy brak, usługa jest a i ten internet lata jak szalony, a więc mucha nie siada. A do tego umowa na 9 miesięcy - bajer. Sytuacja, którą opisuję nie jest może jakaś rewolucyjna ale postarajcie się mnie zrozumieć - ja pamiętam podłączanie internetu jako bardzo długi i skomplikowany proces, gdzie umówienie montera zajmowało dwa tygodnie, jak już się dokopało do wolnego terminu to trzeba było swoje odczekać, jak już spec przyjechał do dwie godziny wiercił dziury w ścianach i nigdy nic do końca nie było jak trzeba no i potem żeby usługa odpaliła to parę(naście) telefonów do call center bo zielona lampka mruga a nie powinna.
Jeśli chodzi o mojego byłego pracodawcę, to postanowił utrudniać mi życie dalej mimo, że już dla niego nie pracuję. Kiedy zjawiłem się w firmie po swoje pieniądze okazało się, że chce odliczyć 300zł z tytułu uszkodzonego urządzenia, co niby miało być moją winą. Skracając całą historię - on znów się zaczął na mnie wydzierać, mi poszła żyłka - wydarłem się na niego, on po tym oniemiał a jego ojciec powiedział, że pieniądze prześle pocztą. Wróciłem do domu, przemyślałem sprawę i wysłałem maila informując go, że jeśli pieniądze nie pojawią się na koncie do końca tygodnia to w poniedziałek zakładam mu sprawę. Jakiś skutek to odniosło, bo odpisał, żebym mu przysłał rachunek i on to rozważy... Nic to, zobaczymy co powie na rachunek. Ale tak zdałem sobie sprawę, patrząc wczoraj na stan mojego konta, że gdybym odzyskał pieniądze od pierwszego polskiego pracodawcy, który mnie oszukał i od drugiego, który oszukać mnie próbuje, to nie dość, że debet na koncie zostałby tylko wspomnieniem ale i parę złotych na koncie by jeszcze zostało. Co w obecnej sytuacji gdy szukam pracy, byłoby bardzo pomocne. A więc zdjąłem z siebie nieco odpowiedzialności za moją chwilową sytuację finansową - co zrobić jak każdy próbuje Cię wydymać?
Z tym szukaniem pracy to też udało mi się dojść do czegoś nowego, o dziwo, czekając w poczekalni mojej dentystki aż będzie mogła mnie przyjąć. Mimo tej obecnej sytuacji na rynku pracy, tzw. jakakolwiek praca jest dostępna i nie ma co się oszukiwać. Można załapać się do wykładania towaru w hipermarkecie i może te 1200zł na rękę się wyciągnie. Pytanie jakie się u mnie pojawiło było oczywiste - dlaczego nie mam jeszcze chociażby takiej jakiejkolwiek pracy? Przez dłuższy czas nie wiedziałem czym jest powodowana moja niechęć do takiego miejsca pracy, nie pracowałem w takim miejscu nawet jednego dnia przecież. I potem pojawiło się kolejne pytanie - czy gdyby analogiczna sytuacja miała miejsce w UK to też bym unikał takiej pracy. Ze zdziwieniem stwierdziłem, że nie. Tak naprawdę takie Tesco było tam bardzo dobrą firmą, w której można było nie tylko zarobić sensowne pieniądze, ale i awansować, zacząć jakąś karierę. I siedząc w poczekalni u tej mojej dentystki w końcu mnie naszło - wstyd. Ja się po prostu wstydzę pracować przy wykładaniu towaru w Polsce. Tam nie robiło by mi to różnicy, praca jak praca, nikt Cię przez jej pryzmat nie będzie oceniał. Ale tutaj to co innego. No bo co, spotkasz się w grupie znajomych i powiesz, że Ty przez 8 godzin dziennie wykładasz na półki makaron czy puszki? A już nie daj Boże spotkać jakiegoś znajomego. Wiecie, może nie jest to problemem jak masz 21 lat i studiujesz, ale jak masz prawie 30? Co ktoś może pomyśleć? To co Ty facet robiłeś przez 10 lat tzw. kariery zawodowej, że teraz siedzisz w sklepie i wykładasz towar? Przecież to mogłeś robić już 10 lat temu?
No nic, przynajmniej wiem co mnie blokuje, pytanie co z tym teraz zrobić. Ale na brak motywacji nie mogę narzekać. Wystarczy, że sprawdzę stan swojego konta bankowego i od razu jakoś mi łatwiej sobie przyswoić wszystko, nawet myśl o pracy w hipermarkecie. I czy tak naprawdę liczy się to co robimy, czym się zajmujemy? W pewnych sytuacjach tak, ale w sytuacjach kryzysowych (czytaj: teraz) ważniejsze jest chyba, że się robi cokolwiek, co przybliża nas do rozwiązania problemu.
Jak widać, wizyty u dentysty pomagają nie tylko na zęby.
No comments:
Post a Comment